Michał Kosel – Jak położyć biznes na pasji?


Przypadki ponoć nie istnieją. Rozumiesz, wiesz. Jakaś reklama w necie, fb. Podobny profil zainteresowań, przeczesywanie sieci w poszukiwaniu czegoś nowego! Bach! Kosel i „Jak położyć biznes na pasji?”

Klik, klik, od słowa do słowa i już jesteśmy znajomymi. W dzisiejszych czasach to norma. Michał zagaduje (a ponoć zwykle nie ma tego w zwyczaju) – czym się zajmujesz? I się zaczęło!

Akurat Michał był (jest ciągle) podczas intensywnej trasy warsztatowej po Polsce, również promującej jego najnowszą książkę. Znamy się zaledwie kilka dni (sklikujemy się 3 maja). Na liście miast widnieje Lublin! Myślę, chyba pojadę, ciekawy tytuł. Minęło zaledwie 7 dni od naszego poznania się, a Michał już gości w naszym domu i spędzamy w swoim towarzystwie kilkanaście godzin (sobota/niedziela). Obaj jesteśmy w szoku!

W trakcie spotkania Michał ze swojej torby wyciąga swoją książkę, ja odpalam – Michał, wiedziałem, że to się stanie! On – to nie było niespodzianki! Michał, większa, niż Ci się wydaje! Po drodze ognisko, do późnych godzin nocnych rozmowy. Przy okazji z Anną ogarniamy jeszcze działkę, wędzenie, pieczenie chleba.  W niedzielę o 7:00 rano trening, Michał biega, ja rowerem. Zalew. Spędzamy tam kilka chwil, nagrywamy fajną rozmowę. Niedziela okolice 14:00, Michał już w drodze do Lublina. Nad zalewem solennie obiecałem, że zrecenzuję książkę…

Nie znoszę recenzowania książek! Jeśli nawet ktoś mnie oto poprosi to musi się liczyć z tym, że napiszę ją za kilka tygodni, albo miesięcy, albo…nigdy! Czasami robię wyjątki, ale rzadko. Tu publicznie obiecałem. Miałem swoje powody. Przeczytałem książkę od deski do deski, ale musiałem odczekać trochę czasu by opadły emocje, i to tzw. „najaranie”, kiedy pasjonat spotyka pasjonata. A ja przecież miałem popełnić coś na wzór recenzji! Jak się zdystansować! Jak być obiektywnym? Ile plusów, ile minusów? I w końcu na koniec czy powiedzieć, bierz w ciemno, lub trzymaj się z daleka od tej książki…

Wiem, trochę długi ten wstęp. Wytrzymaj! Bo najlepsze dopiero się zacznie!

Już wstępne wgryzanie się w opisy tego, czym zajmuje się Michał, jakie były jego początki, zaczęły mi uświadamiać, że jest kalką mnie sprzed kilku lat. Naturalnie różnimy się wiekiem, pochodzeniem czy rodzajem działalności i osiągnięciami. Ale schemat, matryca przeżywania, przechodzenia różnych wyzwań, jakże podobna! Szok! To zbyt mało by poznać historię drugiego człowieka? Czasami tak, ale nie w tym rzecz.

Książka! Połknąłem ją błyskawicznie. Świetnie napisana. Czyta się szybko. Wręcz błyskawicznie.   Przyjemnie. A przeczytałem już w swoim życiu ponad 1000 pozycji i już po pierwszych zdaniach wiem, czy mnie zaciekawi, a z biegiem lat staje się coraz bardziej wybredny. Na początku poczułem lekką zazdrość! No jak to! Michał mnie uprzedził! Przecież to ja od lat siedzę w tematyce pasji, talentu i to ja, powinienem napisać coś podobnego! Napiszę, ale jeszcze nie napisałem, choć 4 inne już tak (beletrystyka)! Tak, z pasji!

Próba napisania recenzji na chłodno, kiedy samemu jest się pasjonatem wojownikiem, kiedy czyta się książkę o pasji, napisaną przez pasjonata to zadanie bardzo trudne! Możliwe, ale trudne! Siedziałem i uparcie wypisywałem sobie istotne punkty. Że książka dobra mimo młodego wieku autora (1990 rocznik), że jest praktykiem, który legitymizuje się licznymi osiągnięciami. Że podoba mi się struktura książki wzbogacona treściami video (kody QR oraz linki do materiałów video – fajny pomysł na dodatkowe bonusy i treści, książka w pełni interaktywna). W sumie 220 stron plus 10 godzin materiału video. Do tego Michał jest przedsiębiorcą, a nie teoretykiem biznesu. Ucieszył mnie również fakt, że książka pozbawiona jest ezoterycznego bełkotu, z którego co drugie zdanie pada słowo miłość, energia, jakieś wyższe świadomości, i takie tam choć sam też takie czytałem. Choć książka nie jest pozbawiona wątków dotyczących treści transcendentnych, egzystencjalnych, dotyczących poszukiwania samego siebie to nie wylewa się to z każdej strony. Że jest to ograniczone to niezbędnego minimum. Jest to ujęte w taki sposób, że wypowiedź autora jest niezwykle osobista. To duży plus tej książki.

Dużym kolejnym plusem jest to, że jest osadzona w polskich realiach, a nie jakichś tam amerykańskich (o dziwo takich książek na polskim rynku jest znacznie więcej, niż naszych rodzimych autorów, choć powoli to się zmienia). Dużo lepiej czyta się historię człowieka, który jest podobny do Ciebie. Pochodzi z jakiejś małej mieściny, boryka się z typowymi problemami nastolatka, ucznia, że szkoła wcale nie należała do najlepszych „rozrywek” tamtego czasu i czeka Cię albo zawodówka, albo kamasze, a Ty, żyjesz w przeświadczeniu, że jesteś miernym, co najwyżej trójkowym baranem, którego ratuje muzyka płynąca z mp3, np. Paktofonika, (i inne) jak to było w przypadku autora tej książki. Większość z nas przechodziła te same traumy. Ja również. I kolejnym ważnym jej atutem jest fakt, że Michał Kosel na bazie swoich autentycznych doświadczeń wkłada to wszystko w ramy, schematy, struktury, bez których pasjonat pozostaje jedynie romantycznym marzycielem, który jak Ikar pewnego dnia spadnie na ziemię, albo jako 30-40 latek, który pod naporem prozy życia wszystkie swoje młodzieńcze pasje pozostawi w kartonie w piwnicy rodziców.

Tak naprawdę, chodzi właśnie o ten pieprzony karton pasji pozostawiany w piwnicy rodziców, kiedy to wkracza się w dorosłość. To moment kiedy swoje fanaberie należy odstawić na półkę. Bo rodzina, dzieci, biuro, fabryka, odpowiedzialność, bo już nie wypada się wygłupiać, a już na pewno kiedy skończyło się 40 lat. Bo trzeba zarabiać kasę i nie ma zmiłuj się. Zresztą pasjonat, hobbysta, nie brzmi zbyt poważnie. Bo co to za „zawód”.

Mimo wzięcia tych wszystkich odpowiedzialności na klatę spora część z nas czuje, że coś w nich…umarło.

Dobrze to ilustruje ten filmik:

Dlaczego nas pasjonatów nie traktuje się serio? Albo tematu pasji? Talentu? Dlaczego, mimo, że śledzę ten temat niemal już 25 lat, ciągle widać z tym jakiś problem! Nie bez powodu Michał Kosel pisze tą książkę. Bo tak samo w nim zrodził się jakiś bunt, jakiś stan, który skłonił go do kwestionowania zastanego stanu rzeczy! Gdybym nie przeżył podobnych historii, uznałbym, że Michał napisał książkę pod publiczkę, lub inaczej, pod rynek rozwoju osobistego. Ale jestem skłonny uwierzyć w jego historię, mimo, że tak krótko się znamy. Przechodziłem niemal identyczną drogę! Ale tu nie miejsce na moją historię.

Zapamiętaj! Pasja, to potężna siła! Ba! Lub to coś, co pozwala nam działać i żyć z rozmachem. Czasami ten rozmach może być malutki, ale Twój i z Twojego środka. Czasami tak wielki, jak firma Steve’a Jobsa! Jakże dobitnie o tym mówi w filmku poniżej:

Muszę napisać, że książka Michała Kosla, to jedna z tych najlepszych jakie czytałem i z chęcią dołączam ją do swojej listy TOP 10. Podejrzewam, że mogłaby być jeszcze dłuższa, zawierać jeszcze więcej historii. Biorąc pod uwagę tempo życia Michała, będzie miał co opowiadać. I co najważniejsze, to wszystko dzieje się w realu!

Pasjonacie! Nie jesteś już sam. Kilkanaście lat temu próżno było szukać takich książek w księgarniach. Skąd się wzięły dzisiaj? Z tego pudełka, które większość z nas w pewnym momencie pozostawiła w piwnicach, lub na strychach w rodzinnych domach. Niektórzy z nas, podczas świąt poszukując świątecznych lampek, potykali się o te pudełka, wypadały wtedy z nich pewne szpargały, które kiedyś nakręcały nas do granic możliwości. Nagle przez głowę przebiegały te wszystkie sceny i uniesienia, które sprawiały, że byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi, czasami w podartych spodniach i trampkach za parę groszy. Niosło nas coś, co ówcześnie robiło z nas mistrzów szachów, biegania, malowania, tańczenia, śpiewania, itd.

O to pudełko do usranej śmierci będziemy się potykać w każde święta. I albo pewnego dnia coś w nas pęknie, albo do końca naszego życia pozostaniemy szarymi eminencjami choć   na stanowiskach i w eleganckich krawatach, to w głębi duszy z poczuciem, że coś w nas umarło. Czy umrze? Na zawsze?

W podtytule, autor wylewa na nasze gorące głowy takie zdanie: „Dlaczego 80% biznesów stawianych przez pasjonatów upada w przeciągu pierwszych 2 lat”…dlaczego? Może (akurat to mój wniosek), dlatego, że mamy za gorące głowy i lecimy na zbyt wielkim haju? 🙂

Pozostałe odpowiedzi i sugestie w środku książki, którą gorąco polecam!

Pasjonacie! Nie jesteś już sam! Jesteś coraz bardziej uzbrajany w wiedzę i stosowne narzędzia! Przyjdzie Ci stoczyć niejedną bitwę! Ale dajemy Ci gwarancję! Te bitwy, naprawdę mają sens, wkładany wysiłek ma sens. Nie zawsze będzie łatwo, jednak przy Tobie będzie siła, która pozwoli postawić jeszcze jeden krok do przodu! A przecież w każdym zakątku Polski, żyje coraz więcej ludzi, którzy podczas świąt, wyciągają te cholerne pudełka i zaczynają coś z nimi robić! Rozejrzyj się w koło siebie! Wszystko to, co wystaje ponad głowy szarych eminencji, to dzieło pasjonatów z mądrą głową! To już się dzieje! Stań się częścią tej wspaniałej przygody! I tego Ci życzę! Autor na pewno też! 🙂

Mariusz Bober

 

O autorze:

 

 

 

 

 

 

www.facebook.com/michalkosel

www.PasjaUpada.pl

www.zarabiajnapasji.com

„Autor w książce opowiada o tym, jak uniknąć przykrego zderzenia z rzeczywistością, po tym jak zachłysnęliśmy się wizją posiadania własnego biznesu w oparciu o pasję. To przedsiębiorca, który od najmłodszych lat tworzył coś swojego w oparciu głównie a pasji. Dwukrotnie otarł się o bankructwo, zbudował dwie placówki taneczne, nie mając złotówki na koncie. Powołał do życia fundację, która wpiera pasjonatów na rynku pracy i buduje dla nich struktury do rozwoju, tak by nie zabiła ich papierologia i zawiłe prawo. W wieku 25 lat zarządzał ponad 30 osobami (obecnie 50-dopis. autor),

 Prowadzi obecnie ponad 20 projektów sportowych w całej Polsce, reprezentuje 4 podmioty gospodarcze, prowadzi kilka placówek fizycznych, na co dzień działa w 8 miastach na terenie całej Polski. Zbudował 3 szkoły tańca i fitness cluby, organizuje co roku obozy sportowe na ponad 100 osób, powołał do życia nowatorski projekt doszkalający trenerów #PolePredatros, prowadzi w Warszawie drużynę sportową, która zajmuje miejsca na podium podczas międzynarodowych zawodów. Organizuje konferencje sportowe w największych miastach w Polsce. Na co dzień szkoli i pracuje z setkami właścicielami szkół i własnych placówek sportowych. Organizuje bezpłatne seminaria dla pasjonatów, by profesjonalizować ich pasję. Wraz z fundacją prowadzą lekcje przedsiębiorczości dla dzieciaków, by zaszczepić w nich dryg do działania na własny rachunek.

 Wielki fan japońskiego systemu zarządzania TQM opartego na wartościach i relacjach. Najwięcej wiedzy zdobywa na własnych błędach i dzięki własnemu doświadczeniu. Michał testuje różne teorie, segreguje je na te, które faktycznie działają oraz na te, które są farsą, a następnie dzieli się wynikami swoich badań i doświadczeń w przeróżnych publikacjach. Nie wierzy w doskonałość-proces tworzenia to ciąg abstrakcyjnych na pozór decyzji weryfikowanych rzeczywistością. Wierzy, że by coś stworzyć trzeba mieć pasję i odrobinę szaleństwa – racjonalność często przeszkadza w dotarciu do celu.”