Impresja na temat muzyki


„Zarówno muzyka, jak i dusza ludzka są aspektami tego, co wieczne.”

Pierwszy dźwięk, jaki wydałem na świat, był związany z narodzinami! Trudno powiedzieć co w pierwszych chwilach po pojawieniu się na tym świecie myślałem o muzyce. Pierwsza kompozycja to symfonia wrzasku. Trudno również było stwierdzić, czy jestem nowym obywatelem, na którego czeka cały świat czy może czeka na mnie cały sztab „upupiaczy”, bym przypadkiem nie zaczął wydawać dźwięków niezgodnych z przyjętym kanonem.

Moja formalna edukacja muzyczna zakończyła się na poziomie podstawówki, w której to znalezienie na klawiaturze pianina dźwięku „C” wydawało się rzeczą absolutnie nieosiągalną. Póki co, symfonia wrzasku była jedyną rzeczą, z której byłem dumny i wiedziałem, że mam do niej pełne prawa autorskie.

Byłem ambitnym dzieciakiem, choć w początkowej fazie bycia „kompozytorem” nikt temu dzieciakowi nie dawał większych szans na przetrwanie. Przetrwałem niejednego „upupiacza”. Dlatego też, moja niesubordynacja w stosunku do wielu utartych kanonów zaczęła się coraz bardziej zaznaczać już od szkoły średniej. I tak mi zostało do dzisiaj.

Również w kwestii muzyki. Muzyka stała się ważnym elementem życia. Można powiedzieć, takim przyjemnym narkotykiem, który w wielu krytycznych sytuacjach ratował ostatnie drgania wrażliwości, czy też wynosił gnuśniejący umysł na wyżyny. Monumentalne dzieła, a czasami delikatny śpiew dziecka. Zadawałem sobie pytanie: czym jest muzyka?

Był to znacznie inny język niż ten, którym posługujemy się każdego dnia. A język, który jak świat równoległy egzystuje obok i w nas. Jeszcze bardziej zadziwiającym zjawiskiem stali się ludzie zwani muzykami. Jeszcze większym Ci którzy pozbawieni formalnej edukacji muzycznej potrafili zachwycić świat i wprawić w zakłopotanie posiadających dyplomy. I Ci ostatni stali się zagadką, tajemnicą.

Zasadne pytanie, jak to możliwie? Skupiłem się na jednym stanie „pragnienie”. Być może pragnienie, by grać jest tak silne, że pokonuje braki w wykształceniu formalnym…i z dużą pewnością kwestia indywidualnej wrażliwości muzycznej, która jest jak instynkt u zwierząt, które wsłuchują się w rytm ziemi, pogody i zgodnie z tym rytmem, żyją i reagują.

Można więc zapytać czym jest świat muzyki i dźwięków i zacząć się zastanawiać, czy hałas wydawany podczas startu samolotu jest również dźwiękiem, dalej w kompozycji z wieloma startującymi samolotami symfonią, czy zawsze pozostanie to nieznośnym hałasem i tyle.

Ale w tym miejscu zostawmy klasyfikacje. Drążmy temat muzycznej wrażliwości i bliżej nieokreślonego samorodnego talentu, który za pośrednictwem instrumentu komunikuje się ze światem muzyki dając nam często niewiarygodne dzieła. Na szczególną uwagę zasługuje umiejętność improwizacji. Umiejętność niemal z marszu komponowania utworów i zachwycania nimi publiczności.

Można zacząć w takiej chwili pytać, czy to jeszcze technika, czy twórca stał się narzędziem i przekazuje już tylko genialne rzeczy, których nie umiałby sam stworzyć. Ale jak to zauważył prof. Skolimowski w swoim wywiadzie, który miałem przyjemność robić, to nie dar z nieba, a efekt transcendencji i tego, co twórca niemal jak w alchemicznym tyglu zdołał wytopić i podać innym.

Można pójść jeszcze dalej. Ile w muzyce jest z boskości ile i ciągle z człowieka? Czy dokonywanie rozgraniczenia pomiędzy człowiekiem i  boskością jest zasadne? Skoro większość filozofii uznaje, że jesteśmy Jednym, bądź też kwantem wibrującej energii o różnej częstotliwości.

Muzyka Sfer

I nie bez powodu taki podtytuł. Jamie Jamies w książce „The Music of the Spheres – Music, Science, and the Natural Order of the Universe” pyta co muzyka ma wspólnego z nauką. I jak zauważa, można wskazać wiele elementów łączących te dwie sfery ludzkiej aktywności. Jednak wśród nich musiałaby się znaleźć wspólne początki. Gdy Pitagoras odkrył, że dźwięki muzyczne pozostają w ścisłej odpowiedniości z liczbami (rzeczywistymi), narodziła się teoria muzyki. Kiedy te same proporcje między liczbami odniósł do opisu dźwięków i do stosunków panujących we Wszechświecie, rozpoczęła się droga do zmatematyzowanych nauk o przyrodzie.

W szkole pitagorejczyków „harmonia sfer” nie była tylko literacką, czy filozoficzną przenośnią. Przekonanie, że struktura Kosmosu sprowadza się w istocie do struktury dzieła muzycznego jest „Wielkim Tematem” myśli greckiej. Teza książki? „Wielki Temat” był długo obecny w muzyce. Echa kosmicznej harmonii brzmiały w gregoriańskich chorałach, w polifonicznych utworach renesansu. W utworach, które dały początek operze. „Wielki Temat” zniknął z muzyki w okresie romantyzmu. Możliwe, że była to reakcja na zmechanizowanie wizji świata przez naukę newtonowską.

Miejsce Kosmosu w muzyce zajęły sprawy człowieka. Ucichła harmonia sfer. Odezwały się echa śpiewu ptaków i wiosennej burzy. Tę przemianę James nazywa „romantyczną anomalią”. Na tej anomalii właśnie wykształcił się nasz zmysł muzyczny. Muzyka romantyzmu stała się dla nas kanonem muzyki w ogóle. Zdaniem Jamesa była to tylko anomalia. Z początkiem XX stulecia muzyka zaczęła odzyskiwać swój „Wielki Temat”. Jest on dziś znowu obecny w muzyce awangardy i w stylu pop. Nowożytna nauka przestała zajmować się „sprawami człowieka”. Przestała łączyć je ze „sprawami Kosmosu”, a ludzie jednak tego potrzebują. Stąd tematy te pojawiają się w paraintelektualnych ruchach, wypowiadających się także w muzyce pop. James dobrze przedstawia związki muzyki z myślą naukową do renesansu włącznie. Od Pitagorasa i Platona, poprzez tradycję hermetyczną, aż do Keplera i jego na poły mistycznego łączenia odkrywanych przez siebie praw astronomii z „harmonią świata”.

Muzyka – czy most ku niewidzialnemu?

Czy słusznym będzie przeświadczenie, że muzyka ma na świecie do spełnienia pewne posłannictwo? Że ma swoją wyższą rolę do spełnienia, która z biegiem czasu deprecjonuje się? Osobiście wolałbym pozostać przy intrygującej tajemnicy jaką jest muzyka i umiejętność jej komponowania. Kiedy zaczniemy zgłębiać pisma hermetyczne, napotkamy na stwierdzenia, że tacy kompozytorzy jak Bethoven, Bach, Chopin, Haydn, Handel, Wagner, Liszt, Mozart, Mendelsson, Mahler i wielu innych, tworzyło muzykę sfer. Wielokrotnie wsłuchując się w dzieła muzyczne, popadamy w egzaltację doświadczając trudnych do opisania wrażeń estetycznych. Wnikliwy słuchacz będzie sobie zadawał pytania, z jakich obszarów pochodzą dźwięki i dokąd kierują moje wrażenia i uwagę.

Koniec

Muzyka na zawsze pozostanie dla mnie zagadką, zadając sobie pytanie do jakiego stopnia mogą nas dotknąć dźwięki. Pobudzić. Zainspirować. Poruszyć. Pytając czyim jest językiem. Ale nie zamierzam dłużej czynić wywodu nt muzyki – bo muzykę albo się komponuje albo jej się słucha. A ja kocham wydobywać dźwięki z niezrozumiałych dla mnie sfer. I niech tak pozostanie. Obok fortepian. Teraz posłuchaj…

Bibliografia

Jamie Jamies, „The Music of the Spheres – Music, Science, and the Natural Order of the Universe”, Grove Press. New York, 1993.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s