Sir Ken Robinson i kretywność w szkołach


Od czasu do czasu lubię odgrzać sobie kotleta (ach te polskie schabowe) i przypomnieć jakieś ciekawe video, które prawidłowo ukierunkuje szare komórki.  W zasadzie trudno o jakiś mądrzejszy komentarz do wystąpienia  Robinsona. To po prostu trzeba zobaczyć. Nie mam pewności na ile należałoby przewrócić do góry nogami system edukacyjny by to dokładnie w szkołach od najmłodszych lat wyzwalać w ludziach ducha odkrywcy, innowatora i wizjonera. Ale może wtedy byłby jeszcze większy tłok i więcej konkurencji? Choćby dla naszych własnych pomysłów?

Od 7:30 rano mój umysł ponownie jest „infekowany” słowami Jobsa a teraz kolejny raz rozpędzam go w rytmie słów Robinsona. To dobre turbodoładowanie przed kolejnym dniem.

Wiele lat temu złapałem bakcyla na takie idee, które w sposób naturalny pozwalają dopalić swojej szare komórki.  Coraz częściej nachodzą mnie  myśli na ile te idee z zaoceanu potrafią zakorzenić się w polskich realiach. I w szkołach i w firmach i naszym życiu prywatnym. Nie, nie chodzi mi o bezmyślne małpowanie. Skoro na zachodzie są fast-foody to również i u nas muszą być. Nauka przez podpatrywanie najlepszych modeli na świecie to nic zdrożnego. Ba, to nawet konieczność jeśli chcemy grać w lidze, która jeśli dobrze się postaramy dostarczy nam najlepszych bonusów za nasz pot i wysiłek. A przecież wiele rzeczy zaczyna się od jakości naszego myślenia oraz jakości wiedzy z której czerpiemy. Skoro żyjemy już w otwartej przestrzeni świata a jednym z okien na świat jest Internet to dzięki temu rozwiązaniu możemy mieć dostęp dokładnie do tego wszystkiego co człowiek zamieścił i udostępnił szerokim rzeszom. Ta unikalna wiedza staje się powszechna więc może już nie jest taka unikalna. Z drugiej zaś strony unikalna staje się dla kogoś kto trafia na taki materiał po raz pierwszy. Po co o tym piszę? Po co udostępniam? Może dlatego, że identyfikuje się z hasłami jakie głoszą Robinson, Jobs i wielu innych, że jesteśmy tutaj po to by nie tylko korzystać i eksploatować naszą planetę ale pozostawiać ją każdego dnia lepszą i lepszą.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Pojawia się dylemat. Co zrobić kiedy pojawią się kretyni i czasami jest ich więcej i wbrew naturalnemu porządkowi i mądrości narzucają całym masom jedyny i słuszny kierunek myślenia. Matrix? Możemy to nazwać Matrixem. Do póki jednak piłka w grze trzeba grać i uprawiać swoje pole. Tworzyć na miarę swoich możliwości przestrzenie, które choćby na pustyni naszych miast pozwolą stworzyć fantastyczne oazy. A to się dzieje dzięki tym, którzy mają wizje i odważnie wcielają je w życie. Dzielić to znaczy zapraszać innych do stołu na którym znajdują się nowe potrawy. Nie musisz ich od razu jeść. Wystarczy, że powąchasz. A nuż coś przypadnie Ci do gustu.

2 uwagi do wpisu “Sir Ken Robinson i kretywność w szkołach

  1. To nie jest do końca tak, że Robinsona idee pochodzą zza oceanu i tu ich nikt jeszcze nie zna (lub prawie nikt). Jak powiedział Robinson w tym swoim wystąpieniu (świetnym i rewolucyjnym – pełna zgoda, też jestem zachwycony), każdy kraj na świecie właśnie reformuje swoją edukację. Problem, o którym on mówi jest globalny. Nie wiem, czy w Polsce jest gorzej niż gdzie indziej. Dwójka moich starszych dzieci jest już mniej lub bardziej szczęśliwie poza systemem edukacji. Najmłodsze jest jeszcze przed i skóra mi cierpnie na samą myśl. Wiele o polskiej edukacji da się powiedzieć. Przestudiowałem uważnie podstawę programową nauczania MEN wraz z uzasadnieniem. Słowa typu ciekawość, zainteresowanie nie występują tam wcale, zrozumienie pojawia się sporadycznie. „Opanować umiejętność” jest częstym zwrotem. Jeśli coś jest trudne, jest źle – jeśli jest oczywiste, jest ok. Antropologia wyzierająca z tych dokumentów jest przerażająca.

    Sprawa jednak nie jest prosta. Wydaje się, że przyszłość oświaty leży niestety po prostu poza szkołą – zwłaszcza zaś poza zinstytucjonalizowanymi wielkimi organizacjami państwowymi. Postawić na to, wymaga odwagi, której – póki co – nie ma nikt na świecie.

    Polubienie

    • Witam! Sam jestem z wykształcenia pedagogiem ale nie zdecydowałem się na specjalizację szkolną. Poszedłem w myśl ideii reprezentowanych przez Robinsona. Tak jak zauważasz system to potężny moloch i prawdopodobnie rozwiązań musimy szukać poza systemem. I tutaj pojawia się problem. Nie bardzo można nie wysłać dzieci do szkoły. Bo szkoła daje jakieś podstawy. Sądzę, że tutaj dużą rolę może odegrać świadomy rodzic, który dodatkowo zapewni dziecku edukację alternatywną. Fakt, sprawa nie jest prosta ponieważ toniemy w administracyjnym molochu. O ile my sami już nie uczęszczamy do szkoły to inspirując się wypowiedziami takimi jak wspomniany Robinson należy wziąć odpowiedzialność za swój rozwój. Sytuacja staje się bardziej skomplikowana kiedy pochylimy się nad własnymi dziećmi. Własnych nie posiadam więc może jestem w nieco lepszej sytuacji. Kiedy za horyzont postawiamy sobie np. ludzi pokroju Steva Jobsa to zauważymy potężną przepaść. W XXI wieku dysponujemy fantastyczną bazą wiedzy, dzięki której można bardzo mocno podnieść naszą wydajność ale w rozwiązaniach systemowych wypada to bardzo słabo. Przecież Jobs w pewnym momencie porzucił szkołę. A zreformowanie molacha? Sądzę, że jeszcze długo będziemy ofiarami naszych własnych systemów edukacyjnych. Biorąc zaś pod uwagę tempo zmian na świecie i tempo zmian w systemach edukacyjnych już dzisiaj gołym okiem widać, że Ci którzy rozumieją, że wybitni ludzie prowadzą organizacje do sukcesów odnoszą te sukcesy. Ale w tym przypadku trzeba zaangażowania i żarliwości o jakiej mówią Jobs czy Robinson. Konkluzja może sarkastyczna. Ratuj się kto może.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s