XIX Święto Rowerów w Lubartowie


Na wydarzeniu było ponad 9.000 uczestników! Został pobity rekord z poprzednich edycji. 4 trasy specjalne. Mrowie ludzi. Lejący się żar z nieba i kolejne kilometry jakie wykręcały nasze liczniki.

Pokonaliśmy w sumie ponad 100 km. Z Radzynia wraz z ekipą z Białej Podlaskiej, wyjeżdżamy tuż po 8:00 spod pałacu Potockich. Tak, tak niespodzianki już na samym początku. Po przejechaniu zaledwie 2 kilometrów jeden z uczestników łapie gumę. Szybka akcja i jedziemy dalej. Pogoda znakomita, choć z godziny na godzinę było coraz cieplej! Uzupełniamy płyny w tempie ekspresowym! W przy takiej temperaturze odwodnienie gwarantowane! Na miejscu w Lubartowie spotkamy zaprzyjaźnione ekipy z Parczewa i Międzyrzeca. Szybka rejestracja i wyruszamy na trasy. Do wyboru było ich 4. Wybieramy nr 1, i jedziemy do Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, zwiedzamy park i kilka sal wystawowych.

http://www.muzeumzamoyskich.pl/aktualnosci

This slideshow requires JavaScript.

Po krótkiej przerwie wyruszamy w drogę powrotną do Lubartowa. Na miejscu potwierdzamy przejechanie trasy – otrzymujemy pamiątkowe koszulki i dyplomy! No i śmigamy na grochówkę! Wyżywić tyle osób, to dopiero wyczyn! Ale również to był początek przygód! Nie czekamy już na losowanie nagród – 19 rowerów! Wybieramy nową trasę powrotną i przy okazji spędzamy kilkadziesiąt minut w Firleju! Jakąż ulgą było choć na chwilę zanurzenie się w wodzie! Po 18 wyruszamy w drogę powrotną! No i zaczynają się mało ciekawe przygody! Po drodze mijamy bardzo niebezpieczny wypadek w Wygnanowie. I tutaj dygresja! Na imprezie można  byłą wsiąść do symulatora dachowania (jakże miałby nie wsiąść skoro symulatorem była moja ulubiona marka auta, czyli volvo). Wsiadasz do auta. Zapinasz pasy i zaczyna się jazda! Do pewnego poziomu przechylanie się auta jest nawet zabawne. Przestaje być zabawnie, kiedy auto obraca się o 180 stopni, a Ty wraz z autem wisisz do góry nogami! Jedyne co trzyma Cię w fotelu to pasy bezpieczeństwa. Do mózgu zaczyna napływać krew. Rośnie ciśnienie. Czuć silny uścisk na klatce piersiowej – dociskają ją pasy bezpieczeństwa. Głowa mi pulsuje coraz mocniej! Trudno w takiej pozycji zebrać myśli, choć to tylko symulacja! W sytuacji rzeczywistej, podczas zderzenia lub dachowania może nas uchronić jedynie solidna technologia i szczęście. Bo kiedy tracisz panowanie nad autem działają już tylko prawa fizyki i Opatrzność Boża. Ta symulacja uświadomiła mi, jak cholernie ważne jest zapinanie pasów bezpieczeństwa i dobrej jakości auto. W tak dramatycznej kolizji jaką mijaliśmy w Wygnanowie dobrze zaprojektowane auto, może nam uratować życie-jest bezcenne! Ale oczywiście, technologia to nie wszystko-bo to człowiek zawsze prowadzi auto i doprowadza do tych niebezpiecznych sytuacji! Sam nie jestem kierowcą, ale po tej symulacji jeszcze bardziej to do mnie dotarło! I pamiętajcie! Zapinajcie pasy bezpieczeństwa! Od nich naprawdę wiele zależy!

http://iledzisiaj.pl/index.php/112-radzyn/3185-wygnanow-czolowe-zderzenie-dwoch-aut.html

Ale to nie był koniec mocnych wrażeń! Około 19:30 załamuje się dramatycznie pogoda. Docieramy do Czemiernik. Analizujemy sytuację. Jechać, czekać…Z Radzynia docierają  do nas informacje, że pada i jest burza. Wkrótce to samo dzieje się w Czemiernikach! Ponad 2,5 godziny spędzamy w sklepie. Nie mamy szans, by zdążyć na finał Mistrzostw Europy! Intensywnie myślimy jak dotrzeć do Radzynia. Niby to tylko 11 km. Deszcz pada dalej! Robi się ponuro i coraz bardziej ciemno! Znajdujemy w końcu rozwiązanie! Z pewnymi trudnościami dociera po nas auto – myślę, komu by się chciało w taką pogodę odrywać się od finałowego meczu, wsiąść w auto i jechać nam pomóc! W jego kierunku płyną wielkie słowa podziękowania! Robi się nerwowo. Rozkręcamy rowery. Upychamy je do auta jak się tylko da! Jest godzina 22:30. W drodze powrotnej leje jak z cebra i walą pioruny. Przez głowę przebiegają nam rozmaite myśli. Znużenie i zmęczenie dają o sobie znać. Myślę, co by się stało, gdyby grupa liczyła 15-20 osób. Co zrobić w takiej sytuacji. Na szczęście część wracała wcześniej. Ale nasza trójca z ekipy organizacyjnej dostała nieco w kość! Do domu docieramy dopiero po 23! Rozmawiamy z Tomkiem na trasie. – No i co ja mam z tego jeżdżenia? Zastanawiamy się nad tym pytaniem! Wydaje się, że wskakujesz na rower, wyznaczasz cel i jedziesz! Po chwili namysłu wymieniamy jednak mnóstwo rzeczy, jakich uczymy się na trasie: planowania, logistyki, odpowiedzialności, wyjazdy mają walory edukacyjne, poznajemy nowych ludzi, przełamujemy swoje bariery wytrzymałości związane z pokonywaniem coraz dłuższych tras, uczymy się rozwiązywać sytuacje kryzysowe, uczymy się bezpiecznego poruszania po ulicach, i inne. Tego dnia, mogłem siedzieć plackiem w domu, mogłem zjeść obiad i oddać się niedzielnej sjeście czekając na finałowy mecz. W poniedziałek czułem się jak odgrzewany kotlet schabowy ale ta niedziela i ten wyjazd był niezwykle cenną lekcją pełną wrażeń i zdobywania zupełnie nowych doświadczeń. Dlatego, ciągle podejmujemy się nowych wyzwań…bo nigdy nie wiadomo, w jakiej sytuacji postawi nas życie. I jaka jest konkluzja? Zdobywając nowe doświadczenia i podejmując kolejne wyzwania, zdecydowanie lepiej przygotowujemy się do naszego fascynującego życia. Finalnie, do domów mimo rozlicznych przygód, dotarliśmy cali – wszystkie inne wrażenia te fajne i te również mniej, zapisujemy w naszym rowerowo-życiowym portfolio!

Z pozdrowieniem. Ekipa Rowerowego Radzynia.

http://www.swietoroweru.pl/


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s