To w perspektywie jest siła!


W oparciuAbstrakt

Siła jest w perspektywie. Zaś pieniądze podążają za tymi, którzy mają pomysły. Ważny jest stan umysłu? Lektura ambitnej literatury rozmiękcza dylemat prowincjonalności. Czytając biografię Jobsa czy architektów pałacu Potockich, stajemy się światowcami. Sztuką jednak jest dotrzymać kroku tym, którym wyjazd za granicę pozwala żyć na przyzwoitym poziomie. Obecna sytuacja na rynkach finansowych jest zabójcza dla społecznika o ksywce Kanapka. Dlaczego jednak na zachodzie lepiej opłaca się ludzi tryskających pomysłami? I czy potencjalny kryzys może sprawdzić siłę prowincji, która posiada umiejętność pieczenia chleba własnymi rękoma a korporacyjny szczur, nie? Stajemy przed dylematem, czy jeździć BMW, czy rowerem, bo taniej. A bilans? Do czasu, kiedy piłka jest na boisku, trzeba grać!

To w perspektywie jest siła!

Odwalcie się w końcu od tej prowincji. Mam takich kolegów, co to pewnie nigdy nie słyszeli co tą są organizacje pozarządowe i chodź mieszkają (albo mieszkali) na ulicy, która wpisuje się w historię mojego miasta, nie przekonało ich to do pozostania w Polsce – w tej małej ojczyźnie zwanej naszą ulicą. Chłopaki, zwyczajnie po zawodówkach mieli gdzieś siłę prowincji, kiedy dostrzegli, że nie są w stanie utrzymać rodzin. Po kilku latach przyjeżdżają w odwiedziny do mamy, eleganckimi samochodami, dwójka, trójka dzieci. Jeden z nich za zarobione pieniądze za granicą, wyremontował na własny koszt XIX wieczną kamieniczkę i tam mieszka. Nie wyremontował jednak… polskiej.

Za każdym razem kiedy chłopaki przyjeżdżają w odwiedziny, i ciągle widzą mnie na rowerze – dziwnie się patrzą, unikając niewygodnych pytań. Ja zaś patrzę na swoje dokonania i poziom wykształcenia i coś mi się tu nie zgadza. Przecież tak bardzo wierzę w siłę prowincji…
Śmiało można powiedzieć, że Radzyń ma szczęście jeśli weźmie się pod uwagę ilość mieszkańców i kufer w którym znajduje się bogactwo historyczno-architektoniczne. Dalej bogactwo intelektualno-kulturowe biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie przeszłość tego miasta. Sam pałac Potockich, świadczy o sile jaką musieli posiadać fundatorzy i architekci tej perły. Ktoś już kiedyś powiedział, że prowincja to stan umysłu. Zgadzam się z tym w 100%. Jednak wielu młodych ludzi, po maturze wyjeżdża w poszukiwaniu lepszego świata choćby do Warszawki. Ja, pośliznąwszy się na realiach życia, wróciłem na stare śmieci z intencją, że kiedyś tam wrócę. Do dzisiaj nie wróciłem. Zacząłem instalację swojego potencjału na prowincji. Z biegiem czasu stałem się szarą eminencją, która imała się brudnej roboty by w myśl amerykańskich orędowników sukcesu tchnąć nowego ducha w swoje miasto. Ale spokojnie kolego! To nie Dubaj czy Dolina Krzemowa, miejsca w których możesz popisywać się kreatywnym myśleniem, które bardzo szybko podciąga się pod parasekciarskie czy newagowe. Ćwiczenie jogi czy medytacja w parku może się skończyć dla wyzwolonego światowca egzorcyzmami. Takich rzeczy tutaj się nie robi! Siłę prowincji mierzy się ilością przydrożnych kapliczek i krzyży. Starych chałupek, które są ostatnimi świadkami odchodzącej w niepamięć dawnej epoki. Jeszcze do dzisiaj niektórzy mieszkają na klepiskach. Po wioskach snują się ludzie, dla których czas się zatrzymał. Stają się obiektami dla fotografów artystów.

Wielkie Krakowy, Warszawki i New Jorki patrzą na nas bardziej jak na skanseny, ponieważ nie tupiemy w rytmie chillout’u zachwycając się weselnymi przyśpiewkami podczas festiwali tradycji i obrzędów weselnych, popijając całkiem dobrej jakości nalewki babuni. W piątek około 19 zmęczony japiszon spogląda z 20 piętra wieżowca na swoje BMW i zastanawia się do jakiej tancbudy wyskoczyć, by przez weekend zresetować swój mózg, bo w poniedziałek trzeba wrócić do tego samego kieratu. Neo-symboliczny Neo strzela kapslem puszki Red Bulla i zjeżdża widną na parking. Nawet przez myśl nie przyjdzie mu, by skosztować siły prowincji odległej choćby o 2,5 godziny jazdy jego wypasioną bryką.

Mieszkam na bardzo cichej i zielonej ulicy na peryferiach miasta. Każdego dnia budzą mnie ptaki, a nie ryk pędzących tramwajów i jazgot przyspieszających samochodów na skrzyżowaniach. Do centrum miasta idę dokładnie 14 minut 30 sekund. Wybierając się na bieganie, tą trasę pokonuje w 5 minut. Rowerem, jeszcze szybciej. Po co mi samochód-pomyślałem.

Swoje C.V., jednak dawno schowałem do swojego archiwum, ponieważ tutaj obowiązuje inny system rekrutacji a żonglowanie kursami neurolingwistycznego programowania z dodatkowym kursem transerfingu brzmi raczej niebezpiecznie. Lepiej brzmi Heniek-stolarz, swój chłop. Ale niestety, mój mózg został skażony dość ambitną literaturą a czytając biografie idola Steva Jobsa, czuje się zażenowany własnym ograniczeniem intelektualnym. Przecież on też ma taki sam mózg, jak nasz, na prowincji. Niestety, z jakiegoś powodu nasze procesory śmigają znacznie wolniej. Perła architektury – pałac Potockich i miasto królewskie podnoszą nam prestiż, choć w żaden sposób nie potrafią zatrzymać odpływu młodych ludzi zaś cała Lubelszczyzna wlecze się na szarym ekonomicznym końcu Unii Europejskiej. I tak sobie myślę, że czegoś znacznego w tym wszystkim brakuje. Think different (slogan reklamowy firmy Apple), zamiast stać się dla nas istotną inspiracją ciągle stanowi „zarazę” zza oceanu, która  czy u nas się przyjmie? U nas modnie jest pracować społecznie, ba, wręcz kwitnie praca społeczna dzięki której miasto i okolice mogą się pochwalić rozlicznymi dokonaniami! Lista jest długa i imponująca! Jednak o przepływach gotówki i zarabianiu kasy na wytworach dzieł naszych rąk i głów należy szeptać! Kiedy ktoś zarabia 1500 zł netto miesięcznie mówi się o nim, że ma dużo. – Teraz to panie ciężko z robotą, młodzi też nie mają, a jak nie mają to wyjeżdżają za granicę albo się marnują. Jak nie masz pan pleców to zapomnij o dobrej robocie.

Wyzwolenie z człowieka zdolności twórczych jest stosunkowo proste. Dokonanie analizy społecznego potencjału również. Kilka kursów z zakresu inżynierii społecznej i kreatywności oraz liderowania transformacyjnego pozwoli upichcić całkiem smaczną grochóweczkę z tego co znajdziemy pod ręką! Wszystko jednak zaczyna się komplikować z chwilą, kiedy trzeba się zastanowić skąd wziąć kasę na to pichcenie i chociażby napisać wniosek o grant. Z biegiem czasu ludzie opanowują tą sztukę, zaś reprezentantka jednej z dużych centralnych fundacji podczas realizacji kolejnego projektu w jednej z bibliotek kwituje to nasze dzianie się słowami, że wkrótce to centrum będzie przyjeżdżało do Was z wizytami studyjnymi uczyć się od Was aktywności obywatelskiej.

Gazety ekonomiczne i blog prof. Rybińskiego, straszą. Dług publiczny rośnie. Już ponad 800 mld zł -na głowę każdego mieszkańca ok. 20 tys. zł. System emerytalny się sypie. Wydatki sektora publicznego to łącznie 665 miliardów z czego największa pula idzie na renty i emerytury 196 368 mln zł! (źródło danych http://www.mapawydatkow.pl/ ). Bezrobocie w skali kraju sięga 15%. Polityka prorodzinna wcale nie zachęca do zakładania rodziny zaś skala wydatków związanych z wychowaniem jednego dziecka i spłat mieszkaniowych rat kredytowych raczej…przerażają! Między wierszami, naszą uwaga kieruje się na biegaczy i rowerzystów, sprawiając wrażenie, że oto ludzie w końcu zaczynają dbać o zdrowie. A może z racji ograniczeń finansowych, rowerem jest…taniej?

Od dobrych kilku lat słyszę, by tryskać dobrymi pomysłami, bo dobre pomysły…na zachodzie są w cenie. U nas tryska się nimi, za smyczkę i dyplomik, które zaczynają mi zalegać w piwnicy domu…rodziców…bo nie własnym. Kolega z XIX wiecznej kamienicy z zagranicy przyjechał nowym samochodem…wyglądam przez okno sprawdzając markę. Wieczorem wyszedłem na spacer. Mijam Pana Kanapkę. Pan Kanapka, to ksywka 50-letniego faceta, któremu mama na pobliskim targu kupuje buty. Pan Kanapka, to przykład klasycznego społecznika, który myślał, że jak będzie się udzielał na rzecz swojej społeczności ktoś kiedyś go doceni. Gdyby nie jego 70-letnia matka, miałby poważne problemy. Pan Kanapka jest bardzo poczciwym człowiekiem, ale dzisiaj na pewno wie, że praca społeczna prowadzi do ekonomicznej śmierci. Bardzo mnie kręci koncepcja szeroko rozumianej obfitości, lansowanej przez holistyczne ośrodki czerpiące z nowych trendów filozoficzno-duchowych, które to wieszczą nam nadejście Złotej Ery Bogactwa i Obfitości. Póki co wskaźniki ekonomiczne i kryzys w finansach światowych każe zastanowić się w jakim kierunku podąży świat, ten nasz mały też. Ktoś zbytnio majstruje w systemie, wysadzając z siodła miliony ludzi. Ale nic specjalnego się nie stanie, do czasu kiedy ludziom w miskach nie zabraknie jakiejkolwiek karmy! Dopiero solidny skurcz w brzuchu sprawi, że jednak coś się może wydarzyć! Pan Kanapka, z pewnością już to wie.

Na sprawdzenie siły prowincji jeszcze przyjdzie czas. Bo kto wie, czy w przypadku uderzenia silnej fali kryzysu, nie przydadzą się umiejętności wypieku chleba, które kultywują wiejskie izby regionalne. A takich umiejętności na pewno nie posiadają korporacyjne szczurki. No bo gdzież uczyć się takich umiejętności kiedy to – ja siedzę na webinarach z prędkościami 10 GB!

Nie wiem czy na pewno jeśli chodzi o pomysły wszystko jest dozwolone – jak czytamy na okładce książki „Być jak Steve Jobs”. Wiem jednak na pewno, że dobre rozwiązania i pomysły, zaciekawiają ludzi a to, można przekuć na sprzedawalne usługi i produkty dzięki którym jest kasa. Choć kasa to zadrukowany papier, bez niej trudno się poruszać po świecie. I dlatego, żadna polityka prorodzinna nie skłoni mnie to łatania dziury demograficznej do czasu, kiedy przez moją kieszeń za moje pomysły i zaangażowanie nie zacznie przepływać taka ilość gotówki, która zacznie przynajmniej równoważyć moje potrzeby z przychodami. Jeśli więc prowincja nie będzie potrafiła wykorzystać swojej siły również w wymiarze ekonomicznym, to czeka ją klęska wyludnienia stając się mekką dla najbardziej zorientowanych w lokalnych układach. Mogę jeździć rowerem i biegać czytając biografię Jobsa i przełamując paranoiczny strach przed obcymi kulturami medytować w parku, ale słodko by było, czerpiąc z siły swoich korzeni, kupić sobie wymarzone auto, i zmierzyć się z kolegą zza miedzy, który może przekona się, że i mi, prowincja dała to, co on znalazł za granicą. Na razie bilans jest ujemny, ale jak to mawiał Kazimierz Górski, do póki piłka jest w grze, trzeba grać. Zaś czerpiąc od zachodnich idoli, umiejętnie spieniężać swoje pomysły.

Bo czasami dotacja na naszej prowincjonalne projekty, przypomina relację pomiędzy dziadkiem a wnuczkiem, któremu każdego miesiąca dziadek daje 100 zł. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Ale jeśli wnuczek nie nauczy się pomnażać pieniędzy a już na pewno zarabiać na swoich pomysłach to niestety czeka go emigracja tam gdzie są większe zasoby finansowe. Wprawdzie dzisiaj pieniądze na nasze konto mogą przypłynąć zza oceanu, ale tylko i wyłącznie dzięki temu, że jesteśmy w czymś dobrzy i tryskamy pomysłami, które znajdują nabywców. Bo siła pochodzi z ludzkich głów, i nie ma to większego znaczenia, że te głowy mieszkają na prowincji. Bo czyż kiedy studiuję biografię Jobsa czy architektów pałacu Potockich jestem prowincjonalny? Zdecydowanie nie! I dopiero w tej perspektywie jest siła!

2 uwagi do wpisu “To w perspektywie jest siła!

  1. ale przecież istnieją korporacyjne szczury, które potrafią upiec chleb, mieszkają na przedmieściach i pielą grządki (wprawdzie weekendowo, ale zawsze:)

    Lubię to

    • Znakomicie! Prowincjonalny intelektualista może się oczywiście mylić, tym samym wyzwala głos, który krzepi, bo w razie czego, będziemy potrafili posiać zboże, przekopać grządki i własnymi rękoma upiec chleb – nie straszny będzie nam kryzys! W górę serca! 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s