Szczerze o rozwoju osobistym czyli o tym jak być „SPRITE”


opner logo

Wraz z Kazmierzem Grabskim, twórcą Openera, zapraszamy Cię do lektury naszego wywiadu rzeki! Owocnej lektury! 🙂

Opener – Kazimierz Grabski: Mariuszu, czy możemy naprawdę szczerze porozmawiać o rozwoju osobistym bez tej marketingowej papki i bez ściemniania – tak od serca, tak openerowo?

http://www.opener.com.pl/

Mariusz Bober: Tak Kazimierzu! Koniecznie i z największą przyjemnością! Takie otwarcie naszej rozmowy jest wyborne! Takiego chciałem!

Swoją pierwszą książkę o rozwoju osobistym przeczytałem 20 lat temu. Co to była za euforia. Dale Carnegie „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”. Dzisiaj się śmieję, że Carnegie pomógł mi zdać maturę!

W czasach szkoły średniej zacząłem się zastanawiać, jak to jest możliwe, że tego typu literatury kompletnie nie ma w zakresie nawet lektur nieobowiązkowych! Dzisiaj mam świadomość, że ilość tytułów z tej dziedziny idzie w tysiące.

Tak na dobrą sprawę to, o czym obecnie marzę, to sytuacja w której potrafię chwycić człowieka za środek i że tego człowieka przykuje nasza dobra, może mądra rozmowa. Dlaczego? Bo mam powyżej uszu tej marketingowej papki i pięknych słówek, które kompletnie nie trafiają do środka. Mam takie wrażenie, że dzisiaj bardziej istotne jest wymyślanie wyrafinowanej papki lingwistycznej, byle tylko zbajerować umysł odbiorcy. Te „hipnotyczne marketingi”! Co to do cholery jest?

Wiesz, że ja 20 lat temu naprawdę przejąłem się rozwojem osobistym? Wiesz jak bardzo palił mnie ten temat? Jak bardzo pragnąłem zmian w życiu? Często mówimy, że o naszym życiu decyduje jakiś bliżej nieokreślony los czy Starszy Pan z siwą brodą siedzący gdzieś tam w Niebiosach. Każdemu z nas znane są takie sytuacje, kiedy z bezsilności kucamy i klniemy tak, że aż więdną uszy. W początkowej fazie zachłystywania się wszelkimi dopalaczami umysłu można odnieść wrażenie, że bardzo dobrze pasuje do nas filozofia „jestem Bogiem!” Tak, dobrze mieć poczucie własnej wszechmocy i sprawczości. Nie zawracać głowy Panu Bogu, jeśli ktoś w niego wierzy a jeśli nie wierzy, to ma taki system wartości i przekonań, który sprawia, że posiada wysoki poziom społecznej użyteczności.

Dobrze jest żyć z poczuciem tego, że mamy wpływ na coś, na wydarzenia, że kreujemy naszą rzeczywistość – jak mówią, że jedynym sposobem na przewidzenie przyszłości jest jej wymyślenie. Coś w tym jest, ale i nie jest. Czy wszystko jest możliwe? Jak głosi wielu erudytów rozwoju osobistego na przeróżnych eventach – możesz wszystko, trzeba tylko chcieć! Mogę obciąć Ci rękę? Założę się, że na tym etapie nikomu albo prawie nikomu nie uda się jej przyszyć siłą myśli.

Niezależnie od tego, bardzo sobie cenię pewne powiedzenie Forresta Gumpa, że życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co Ci się trafi.

Czuję, że mam potrzebę rozmawiać o tym, co jest prawdziwe w nas. Nie znoszę udawać! A ponoć bycie sobą w dzisiejszych czasach to prawdziwy komfort! Jezu! Jak bardzo pragnę być prawdziwy! Gdyby przyłożyć ucho do szyby niejednego biura na pewno usłyszelibyśmy właśnie takie pulsowanie. Sorry, może ktoś inny wzywa Buddę. Nieważne.

Czy my dzisiaj potrzebujemy spotkań rozwojowych? Trenerów, coachów, terapeutów, mentorów, itp.? Duchownych? Powiem Ci, że to naprawdę szlachetne zajęcia i zawody. I to jest kolejne moje bardzo przejęcie się rozwojem osobistym. Pochylanie się nad drugim człowiekiem to przywilej. Z jednej strony piękna przygoda, a z drugiej cholernie wymagająca dziedzina. Biznes? Chyba nie znam się na tym. Może dlatego, że bardziej interesuje mnie głębia niż interes z tego.

Mam takie motto: „Rób to, co kochasz. Nigdy nie odpuszczaj” ale czy to drugie zdanie nie jest przesadą? Pierwsze dotyczy kolejnego przejęcia się rzeczą, czynnością której się poświęcamy! Ale jeśli to „nigdy” może nas unicestwić? Himalaista kocha góry, ale znamy przypadki, kiedy ta miłość potrafi zabić.

Z jednej strony, w swoim środku od lat wiem, że jestem w stanie stanąć przed wielotysięczną publicznością niczym Tony Robbins i porwać ją dynamicznym spiczem. Jest w nas coś takiego, że przeczuwamy to, do czego jesteśmy stworzeni! Jest jakiś zaczyn, który nie daje nam spokoju. Warto się w niego wsłuchać.

Pewnego razu do znanego, bardzo znanego pisarza przyszedł inny, zupełnie nie znany jeszcze. Ten mało znany wręcza temu bardzo znanemu plik swoich utworów. Po bliżej nieokreślonej chwili ten bardzo znany podnosi wzrok i rzuca – Gdzie Pan się podziewał przez te wszystkie lata! – Gotowałem się na wolnym ogniu – padła odpowiedź.

Mistrzostwo i głębia polega na gotowaniu się na wolnym ogniu i ze spokojem ducha oczekiwaniu przy ognisku na wszystkich zapędzonych. Taki „Indianin” nie potrzebuje marketingowego bełkotu, bo każdy, kto go spotka ogrzeje się w cieple jego słów i głębi jego wzroku. Takie spotkanie może mieć miejsce tylko raz w życiu wędrowca, ale już nigdy nie zapomni spotkania przy ognisku. Czy prawdziwy rozwój osobisty to dotykanie bliżej nieokreślonym blaskiem, który nie potrzebuje reklamy?

 O: Przyglądam się Twojej wypowiedzi i dostrzegam mnogość wątków. Przyglądam się powtórnie i zauważam, iż mówisz o rozwoju osobistym jako o podmiocie działań oraz o tym, w jaki sposób o nim informować. Tworzę oś rozwoju osobistego rozciągniętą między przekonaniem, że wszystko jest już postanowione i nic nie można zmienić, a skrajną przeciwnością, iż można zmienić wszystko, że jesteśmy dwustuprocentowymi panami swego losu. Druga oś przebiega od braku informacji o rozwoju osobistym po nachalne wręcz wciskanie usług i produktów „rozwojowych” za pomocą sposobów przekraczających granice  manipulacji. Te dwie osie stwarzają przestrzeń od nicości po przegięcia i nadużycia.

Wracam więc do Twojego ostatniego pytania, modyfikuję je i nadaję mu takie oto brzmienie: jak zdefiniowałbyś prawdziwy rozwój osobisty, jak mówić o płynących z niego korzyściach i jak stawiać go do dyspozycji potrzebującym?

MB: Poruszyłeś w tym pytaniu bardzo ważny problem! Naprawdę ważny! Można jeszcze bardziej doprecyzować ostatnią część tego pytania dodając: w jaki sposób do dyspozycji potrzebujących stawiać wszystkie narzędzia i wiedzę, dzięki którym dana osoba odniesie korzyści i tym samym dostrzeże, że w jej życiu nastąpił postęp?

W tym kontekście rozwój osobisty rozumiemy bardzo szeroko. Ktoś nauczy się grać w szachy i będzie to dla niego rozwój osobisty. W zasadzie od początku naszego życia uczestniczymy w procesie uczenia się – tym samym rozwijamy się mniej lub bardziej dynamicznie.

W tym pytaniu bardzo ważne są dwa określenia. „POTRZEBUJĄCY” i „STAWIANIE DO DYZPOZYCJI”.

Kolejne pytania cząstkowe: kim jest potrzebujący i co to znaczy być potrzebującym.

Dalej – kto stawia do dyspozycji, co i jak. Pozostałe, czyli korzyści, a w konsekwencji rozwój, są tego pochodną.

Potrzeba/potrzebujący – jak świat długi i szeroki nie ma takiego hero, który niczego nie potrzebuje albo nie ma żadnych problemów. Dlatego też świat się specjalizuje i oferuje nam całą masę usług, również tych sztucznie kreowanych.

I oto mamy dziki szał – mamy niezliczoną ilość potrzeb, które gorączkowo próbujemy zaspokoić! Ciągle jesteśmy w jednej wielkiej potrzebie! Dzięki potrzebom świat kręci się 24 godziny na dobę.

Śmiało można powiedzieć, że każdego dnia podlegamy ostremu treningowi wdrukowywania nam potrzeb – tych absurdalnych również! Czy ktoś jeszcze za tym nadąża? Ręka do góry!

W swoim pytaniu użyłeś słowa „płynąć” w kontekście odnoszenia korzyści płynących z rozwoju osobistego. Kluczowe jest słowo „płynąć” a nie „oszaleć”! Tak! Nie oszaleć w dzisiejszym świecie, który sprawia wrażenie, że jest wirującym kalejdoskopem zdarzeń.

Jesteśmy bardzo czułymi systemami, podobnie jak systemy komputerowe, i nie trudno o przegrzanie. Jak komputer się popsuje (poza bolesną utratą danych) można wymienić na nowy. Z człowiekiem jest znacznie bardziej skomplikowana sprawa – boleśnie to odczuwamy, kiedy trafimy do szpitala z powodu jakiejś poważniejszej dolegliwości. Nasz system przewartościowuje bardzo wiele potrzeb – dociera do nas istota życia! Wiele osób z chwilą ekstremalnych zdarzeń dotyka rdzenia i budzi się z amoku. Dlaczego dopiero ekstremalne zdarzenia wstrząsają nami?

Zaspokajanie potrzeb jest wyróżnikiem naszych czasów. Ludzie uświadomili sobie, że zaspokajanie potrzeb innych ludzi może stać się lukratywnym biznesem i często staje się. Szkopuł w tym, że bardzo łatwo łapiemy się na sztucznie kreowane potrzeby. Zaczynamy ich mieć setki, tysiące, miliony! Wielu uczestniczy w tym wyścigu. Zaczynamy chorować – uświadamiamy sobie, że cierpimy na chorobę głodnych duchów. Ciągle pochłaniamy, ale nie widać końca zaspokojenia – o świętym spokoju możemy zapomnieć!

Współczesna polityka permanentnych potrzeb możliwe, że nawet samego Buddę wyprowadziłaby z równowagi. Człowiek jest ciągle potrzebujący, zaś zaspakajanie kolejnych potrzeb może klasyfikować jako oznakę swojego osobistego rozwoju. Zdobyłem kolejny certyfikat, kupiłem kolejną książkę, przejechałem kolejne 100 km rowerem, kupiłem kolejną bluzkę, nauczyłem się kolejnego języka czy napisałem tysięczny tekst, itd. Nasze portfolio (CV) z biegiem czasu staje się imponujące. Nasze potrzeby wygenerowały nam dużą „kupę” skarbów. Po kilku latach rozwoju stajemy się omnibusami, ba! nawet rozwojowymi neurotykami, którzy z powodu krzywizny włosów będą skłonni zapisać się na kolejny kurs redukowania stresu właśnie z tego powodu. Rynek warsztatów rozwojowych i doradztwa wszelakiej maści świetnie to wyczuwa, ale nie tylko ten rynek.

Pewnego dnia człowiek spogląda za siebie i widzi tę całą „kupę” swoich aktywności i może w końcu dopada go pytanie: czy to co robił naprawdę go rozwinęło? W końcu stajemy przed pytaniem czy w naszym życiu nastąpił jakościowy postęp! Staniemy przed dylematem jak to zmierzyć? Linijką? Kredką? Wypełniając test psychologiczny? Czy też intuicyjnie stwierdzając, że 10 lat temu nie radziłem sobie np. z emocjami a dzisiaj jest o niebo lepiej.

Ale w całym tym cyrku i boomie w obszarze rozwoju osobistego jaki obserwujemy w ciągu ostatnich 25 lat można się pogubić. Jeszcze 20 lat temu byłem w stanie śledzić wszelkie nowości jakie pojawiały się np. w Empiku jeśli chodzi o literaturę. A dzisiaj? Proszę sobie wyobrazić człowieka, który kierując się swoimi potrzebami chce skorzystać z pomocy psychologicznej, terapeutycznej, duchowej. Jak on ma się połapać w tej ilości szkół, nurtów, technik, wszelakiej maści mistrzów i doradców?

Np. w przestrzeni internetu mamy całą masę informacji dotyczącej „produktów i usług” z dziedziny rozwoju osobistego. Informowanie to jedno, drugie to odkodowywanie przez potencjalnego odbiorcę tego, co chcemy mu zaoferować, przekazać.

Wybacz – swego czasu przeglądałem raport dotyczący szkół i metod w coachingu. Przeżyłem szok! Ludzie z branży powinni naprawdę bardzo mocno zastanowić się czy dla potencjalnego laika, który nie ma bladego pojęcia o ilości poziomów certyfikacji coacha i przedziwnych oznaczeniach, które wymienia przy swoim nazwisku, bardziej go to wprowadzi w konsternację, czy zachęci do skorzystania z usług. Dla branżowców jest to może czytelne, ale czy dla potencjalnego klienta, który wcale nie musi się znać na ilości szkół cochingowych, terapetycznych, itd? On ma problem, potrzebę i chce go rozwiązać/zaspokoić.

Może trzeba kompletnie przebudować paradygmat dotyczący pracy, metod i informowania o tym, czym się zajmujemy, jak się zajmujemy i jakie korzyści może odnieść nasza koleżanka lub kolega. To wcale nie jest śmieszne. Jeśli ja dzisiaj spotykam się z sytuacjami, podczas których ludzie dziwnie reagują na słowa, że medytuję, że pracuję z energią, że myślę pozytywnie, że robię jakiś maind mapping i rozwijam swoją prawą półkulę mózgową za pomocą malowania obrazów intuicyjnych, to znaczy, że ludzie zwyczajnie mogą się nas bać! Rozumiesz? To wcale nie jest takie oczywiste, że skończyłeś kurs NLP czy Reiki i nagle będziesz miał przy sobie wianuszek klientów, i wszyscy w Twoim otoczeniu będą zachwyceni, że mają pod ręką prywatnego „pomagacza” o trudnych do zdefiniowania przez nich umiejętnościach, które posiadasz! Czuję, że może czas schować do szuflady część certyfikatów i wieloznacznie brzmiących skrótów przy swoim biogramie, a skupić się na prostocie przekazu z ogromnego oceanu wiedzy i doświadczeń, jakie gromadzimy podczas naszego procesu rozwoju zawodowego.

Nie wiem czy potrafię zdefiniować co to jest prawdziwy rozwój osobisty, a co to nieprawdziwy? A jeśli wszystko to matrix, to może nie ma żadnego rozwoju osobistego? A może prawdziwy rozwój osobisty to dotykanie bliżej nieokreślonym blaskiem, który nie potrzebuje reklamy?

 O: Kiedy tak mówisz o rozwoju osobistym, o licznych możliwych interpretacjach i jeszcze liczniejszych wątpliwościach, zaczynam myśleć o wytrychu. Frazie-wytrychu rozwój osobisty. Jeśli jest Ci źle – zażyj rozwoju osobistego. Jeśli poszukujesz sam nie wiesz czego – zacznij od rozwoju osobistego. Rozwój osobisty – suplement życia cywilizowanego człowieka.

Skoro rozwój osobisty może być rozumiany na tysiące sposobów, skoro rozwój osobisty może obiecywać tysiące korzyści, skoro rozwój osobisty może być produkowany i dostarczany na rynek na tysiące sposobów, to zadaję sobie pytanie: po co komu ów rozwój osobisty… A ponieważ prowadzę rozmowę z Tobą, a nie ze sobą, więc Tobie zadam to pytanie. Po co tamtej pani i tamtemu panu rozwój osobisty?

MB: . Zgadza się! I jest to jeszcze bardziej znakomite pytanie! Jak się domyślam nasi dziadkowie nie znali „rozwoju osobistego i jego pigułek” w obecnym rozumieniu i żyli! Dzisiaj rozwój osobisty jest frazą-wytrychem! Bo albo się rozwijasz, albo giniesz. Dzisiaj zajmowanie się rozwojem osobistym w pewnych kręgach jest jak noszenie markowego ubrania. „Jeśli jest Ci źle – zażyj rozwoju osobistego” – a co Ty myślisz! Powinieneś mieć prywatnego terapeutę, który jest dostępny dla Ciebie 24h/dobę! W Ameryce pewnie co druga osoba ma swojego przewodnika/coacha/terapeutę/mentora – bez tego nie przeżyją samodzielnie tygodnia! U nas zrobiła się moda na rozwój osobisty. Ale są też tacy, którzy wcale nie korzystają z tego typu literatury, warsztatów, ba… znam takich co ani razu nie skorzystali z projektów unijnych jeśli chodzi o warsztaty, nawet te darmowe!

Życie w jakiś sposób dotyka nas i wymaga stosownych reakcji. Nie zawsze potrafimy sprostać. Kiedy nie potrafimy sprostać dociera do nas, że życie jest również określoną siłą, która gra nieco po swojemu. Nie zawsze daje nam według naszego „chciejstwa”. Ludzie lubią panować nad swoim życiem i od zarania dziejów próbują coś z tym zrobić. W starożytności powstawały znakomite akademie. Zgłębiano tajemnice świata próbując tej sile wyrwać przepis na kreację rzeczywistości! Stąd też wzięli się alchemicy. Człowiek uświadomiwszy sobie, że umiera, w pewnej histerii stara się zrobić w życiu jak najwięcej, choć nie wszyscy mają taką potrzebę.

Świat pracy wymusza na nas rozwój – choć coraz częściej dostrzegamy, że mimo naszego rozwinięcia nie przekłada się to np. na wzrost naszego wynagrodzenia. Młodzi ludzie spędzają np. 5 lat na studiach, a później lądują w pośredniaku z poczuciem, że zostali nabici w butelkę. Pewnie zadają sobie to samo pytanie – po co mi ten rozwój osobisty?! Są tacy, którzy mówią – rób to dla samej satysfakcji.

Człowiek jest tak skonstruowany, że ciągle potrzebuje bodźców. Jak ich brakuje popada w rutynę, nudę, jego życie przypomina jazdę niekończącymi się autostradami od stanu do stanu w USA.

Nasz mózg, ciało, dusza, serce potrzebuje pewnego rodzaju „bąbelkowania” – soczystego orzeźwiania się, najlepiej każdego dnia, by mieć poczucie, że życie ma jakiś smak. To jasne – rozwój osobisty tej pani i temu panu jest potrzebny, by być każdego dnia jak „sprite”!

 O: Skoro jest „sprite”, powinno być i pragnienie, które zaspokaja:) Ale póki co, ponownie odnajduję mnóstwo wątków. Pozwól, że wybiorę te, które w jakiś sposób mnie niepokoją: rozwój sterowany z zewnątrz przez zewnętrznych doradców; rozwój sterowany przez ‘obcych’ – osoby niekoniecznie nas znające; rozwój jako pędzenie przed siebie w pogoni za czymś, a może będący ucieczką przed stagnacją. I jeszcze rozwój jako wzmacniacz smaku życia. Jednak smak można spieprzyć – dosłownie i w przenośni.

Załóżmy, że mam mętlik w głowie, Ciebie postrzegam jako autorytet i proszę Cię o radę. Jak sprawdzić jaki smak ma mój dzień dzisiejszy, jak sprawdzić intensywność mojego pragnienia i jak sprawdzić ile jakiego „sprite’a” rozwoju osobistego zażyć? Bo może moje życie jest na tyle satysfakcjonujące – by nie powiedzieć: szczęśliwe – iż wszelkie rozwojowe dopalacze są mi zbędne?

MB: Masz zupełną rację! Smak można spieprzyć – dosłownie i w przenośni. Gotując w kuchni mam tak, że bez zaglądania do przepisów wiem ile mam dodać soli i innych przypraw, by danie było smaczne, ale jedno przegięcie może je popsuć. W życiu jest to  trudniejsze.

Każdy z nas ma bardzo specyficzne pragnienie – ten sam „spirte” nie będzie w równym stopniu gasił mojego czy Twojego pragnienia.

Kolejny raz poruszasz wątek, który jest bardzo ważny. Żyjemy w czasach „doradzania”: począwszy od doradców finansowych, skończywszy na doradcach w sprawach strzyżenia trawnika. To samo jest z doradcami z obszaru tzw. zasobów ludzkich, czyli nas. Kiedy zastanawiam się nad tym wątkiem to coraz częściej popadam w konsternację.

By dobrze poznać drugiego człowieka to trzeba spędzić z nim trochę czasu, a nawet lat. Staramy się doradzać ludziom (często po namierzeniu internetowym), a jak człowiek tak solidnie się zastanowi, to jak potężną wiedzą musi dysponować by tak z marszu wejść wystarczająco głęboko w drugiego człowieka…

Z kim Ci lepiej robić biznes? Czy tak z marszu jesteś w stanie wejść w relację biznesową? Często nie mamy bladego pojęcia, z kim mamy do czynienia.

Pamiętam moją relację z moim mentorem (Alanem Stroganowskim, zm. w 2011), trwającą długich 12 lat – mimo tych długich 12 lat ciągle wzajemnie się zgłębialiśmy poznając nasze zakamarki i ciągle odkrywając coś nowego. I nikt z nas nie miał do końca pewności, że wspomaga nasz rozwój doskonale. My siebie dobrze nie znamy, co dopiero inni ludzie!

Stagnacja wcale nie jest fajna – stan „sprite” przypomina nam, że warto o niego dbać by nasze oczy nie wyblakły.

Czasami wystarczy zastosować proste metody. 27 czerwca wyruszyłem rowerem w trasę do Orłowa Murowanego pod Krasnystawem. Impreza z przyjaciółmi. W obie strony 150 km. Z każdym kilometrem odkrywałem uroki okolic. Ale pewnego optimum doświadczyłem leżąc na materacu pod gwiazdami i wyruszając w drogę powrotną o 3:30 rano. W tym wszystkim nie było żadnych technik! W tych chwilach przekaz z natury był tak perfekcyjny, że z otwartą buzią obserwowałem wschód słońca, soczystość zielni, unoszące się mgły i rześkość powietrza taką, że aż rozrywało pierś.

Jestem przekonany, że każdy z nas ma w sobie taki kompas, który mówi mu o jego optimum. Doświadczam tego. Ale życie nie jest takie proste by 24 h/dobę utrzymać ten stan. Dla mnie takim naturalnym dopalaczem był właśnie ten wyjazd. Nagle uświadomiłem sobie, „co mi robi dobrze!” Ani za dużo ani za mało przypraw – ale kto to wszystko tak idealnie zestawił?

Brakuje Ci doświadczenia optymalnego takiego, które sprawi, że poczujesz się soczyście? Wskocz na rower o 3:30 i pojedź nad jezioro. Zobaczysz co się stanie.

Spragniony jesteś? Zażyj rozwoju osobistego! A tak serio. Dzisiejszy świat wymusza na nas aktywność, szczególnie życie zawodowe ale też i prywatne. Rzecz w tym, by w tej pogoni nie stracić tej rześkości. Każdy z nas ma wbudowany kompas, który mu powie kiedy zaczyna przeginać.

A na koniec sprawdzę Ciebie – czujesz się „sprite” prowadząc Openera? 🙂

 O: Niechaj moja odpowiedź posłuży również za puentę naszej rozmowy. Prowadząc Openera czuję jak rosnę, jak się rozwijam, jak bąbelkuję, a openerowe myśli mnie orzeźwiają. Ale Opener to również wybory, decyzje i praca.Codzienne wysiłki przynoszące regularny, malutki rozwój. W sumie, ogromna praca i ogromna satysfakcja. Najpierw praca, potem satysfakcja z doświadczania przybliżania się do poczucia bycia prawdziwym.To moja osobista odpowiedź – znalezienie uniwersalnej lub równie osobistej odpowiedzi pozostawiam każdemu z Czytelników.

Mariuszu, dziękuję za tygodnie rozmowy, którą właśnie zamknęliśmy. Mam nadzieję, że to zamknięcie przerodzi się w jakieś otwarcie: nowego spojrzenia na siebie, rozpoczęcia lub zaprzestania pewnych działań, wyjścia poza dotychczasowe schematy zachowań. I tego właśnie życzę Tobie, sobie i naszym Czytelnikom.

I ja Tobie dziękuję Kazimierzu za owocną pracę!

Foto Bożenna BielskaMariusz Bober – specjalizuje się w tematyce rozwijania pasji i talentów do rangi pracy z pasją (coaching twórczej kariery) w oparciu o autorski program. Pracuje nad stworzeniem Domu Twórczej Kariery „Polihistor” w oparciu o kopułę monolityczną. Pisze, improwizuje na fortepianie, uwielbia długie wyjazdy rowerowe, animator kultury, redaktor. Prowadzi warsztaty i prelekcje z w/w specjalizacji.

Foto: Bożenna Bielska

Więcej na autorskim blogu:

www.mariuszbober.wordpress.com

2 uwagi do wpisu “Szczerze o rozwoju osobistym czyli o tym jak być „SPRITE”

  1. Mariuszu,

    Gratuluję ciekawego wywiadu:) Kaz

    > Dnia 6 lipiec 2014 o 00:06 POLIHISTOR > napisał(a): > > Mariusz Bober posted: ” Wraz z Kazmierzem Grabskim, twórcą Openera, > zapraszamy Cię do naszego wywiadu rzeki! Owocnej lektury! 🙂 Opener – > Kazimierz Grabski: Mariuszu, czy możemy naprawdę szczerze porozmawiać o > rozwoju osobistym bez tej marketingowej papki i bez ściemniania – ” >

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s